Ach, ta zupa krem z buraków… klękajcie narody! Czyli „Kafe Zielony Niedźwiedź” na Smolnej

Pierwszy dzień, w którym w końcu pojawił się biały puch. Zima w tym roku zapomniała o nas, ewidentnie. Jednak coś jej przypomniało i pojawiła się „na salonach”, póki co, nieśmiało ale jest! Ale ja nie o tym chciałam tu… dziś ten śnieg i ślisko, a Jasiek chory. Niby nie ma to związku, ale jednak. Jego choroba zmusiła mnie, abym sama zasiadła za kierownicą i ruszyła w miasto, bowiem babcia chora i szpital konieczny. Pojechałam więc, odwiozłam, uściskałam i zgłodniałam. Upewniłam się, czy mąż żyje – odebrał telefon mamrocząc coś, więc utwierdziłam się w przekonaniu, że kuruje się dzielnie. Sama włączyłam GPS i ruszyłam na Smolną. Dojazd nie był trudny (dla niezorientowanych, Smolna jest równoległa do Al. Jerozolimskich, odchodzi od Ronda De Gaulle’a prostopadle do Nowego Światu). Zaparkowałam przy numerze 8 (Kafe mieści się przy 4!), bowiem na tym numerze kończyła się ulica. Zatrwożył mnie lekko ten widok, jednak tak szybko się mnie nie pozbędą!! Wysiadłam i podreptałam w dół jakimś tysiącem schodów, które na szczęście jeszcze nie były śliskie. Zeszłam, wyrównałam oddech i JEST! Stoi przede mną budynek, a na jego parterze piękny Niedźwiedź. Zielono w nim nie jest, ale gustownie to i owszem.

tak wygląda budynek w którym mieści się Niedźwiedź :) Zdjęcie zapożyczone od właścicieli - ewidentnie inna pora roku!

tak wygląda budynek w którym mieści się Niedźwiedź :) Zdjęcie zapożyczone od właścicieli – ewidentnie inna pora roku!

Wnętrze minimalistyczne. Duże lampy, stoliki (w większości) nakryte obrusami – 3 z przodu, przy barze, były bez obrusów. Wybrałam jeden z nich. Podeszła przemiła pani, której uśmiech mógłby zwabić wiosnę, a nawet lato! Tak, jednym z atutów tego miejsca jest właśnie ta urocza kelnerka – wysoka, z kokiem na głowie – wiecznie uśmiechnięta, bardzo grzeczna i taktowna. U-ro-cza! To właśnie ona wysłuchała moich wynurzeń na temat nie jedzenia mięsa i tego, jak bardzo jestem głodna (i zła! Bo jak głodna, to i zła…). Menu wyglądało bardzo obiecująco. Zamówiłam przystawkę – awanturki. Następnie zupę krem z buraków i … tu zaczęłam marudzić, że najlepiej bezmięsnie, że może jednak nie rybę i pani poleciała do kuchni mówiąc tam stanowczo „macie pierogi?! Te z kaszą! To zróbcie, szybko, bo tam pani jest, która nie je mięsa”. Moje serce zabiło mocniej – UWIELBIAM PANIĄ! Załatwiła potrawę, która nie była wpisana na tablicę w menu. PUNKT dla NIEJ! Na deser wzięłam osławiony już samymi superlatywami sernik!

Menu - czytelne i trendy!

Menu – czytelne i trendy!

Wszystko podane było w mgnieniu oka. Najpierw kompot z jabłek, zaraz po tym awanturki z wyborem pieczywa. Nie ukrywam, że była to jedna z lepszych past z makreli, jakie jadłam. Głód z pewnością zaostrzył mi apetyt, jednak tak delikatną, subtelną w smaku pastę właśnie chciałam zjeść. Brakowało mi obok niej ogórka kiszonego, ale jak mnie zapewniono, następnym razem już będzie. Trzymam za słowo!!

niestety, głód wygrał. o zdjęciu przypomniałam sobie pałaszując kolejną kanapeczkę!

niestety, głód wygrał. o zdjęciu przypomniałam sobie pałaszując kolejną kanapeczkę!

Następnie na stół wjechał duży talerz zupy. Był tak duży, że spokojnie mogła bym się nim najeść przy umiarkowanym głodzie (to wskazówka, że jeżeli chcecie wskoczyć na szybką zupkę w ciągu dnia – jak najbardziej polecam! Nie wyjdziecie głodni). Zupa. Zupka. TA ZUPA KREM! Jest boska. Jest idealna. To smak, o którym myślę odkąd ją zjadłam. Połączenie słodkich buraczków z nutą imbiru. Do tego listek mięty, który tak cudownie tam zagrał. Wszystko delikatne, gładkie i gęste – jak na idealną zupę krem przystao. Chapeau bas, szefie kuchni/kucharzu, który to zrobiłeś. Uściskałabym Cię w pełnej ekstazie za to danie. Wrócę nie raz, właśnie dla tej zupy!! Zjadłam, a właściwie spałaszowałam całą (cud, że nie wylizałam talerza!).

idealna zupa krem z buraczków

idealna zupa krem z buraczków

Pojawiły się na stole pierożki. Na sosie pomidorowym. Z kaszą i grzybami. Były fajnym połączeniem, miłym zaskoczeniem w wersji dania wege (miało pyszny smak, aromat – nie było kolejną odsłoną curry lub bezsmakowych, rozgotowanych warzyw – BRAWO!). Było fajnie podane, jadło się je oczami, a za chwilę rozpływały się na podniebieniu. Jestem rozpuszczona bardzo, więc delikatnie pstryknę w nos za ciasto pierogowe, które wolę trochę delikatniejsze (bez jajek) ale to tylko taki absolutnie malusi detal, który napisałam, bo zasłodzić tu przecież nie mogę ;)

pierożki, cudnie podane

pierożki, cudnie podane

A co do słodkości – SERNIK! Osławiony przez moich znajomych (i nie tylko!) na facebook’u zbierał same pochlebne opinie. Nie ukrywam, że to głównie dla niego pojechałam do Kafe Zielony Niedźwiedź. Nie zawiodłam się! Był pyszny. Bardzo (bardzo, bardzo, bardzo!) słodki, solidny, ciężki i kremowy. Jak dla mnie, świetnie komponował się z gorzką kawą, którą zamówiłam do niego. Na szczęście jej nie posłodziłam, bo poziom zasłodzenia pewnie sięgnąłby zenitu. Na szarą, zimową pogodę był jednak świetnym rozwiązaniem, bowiem dodał mi sił i energii, aby wrócić do domu i zrobić dla męża rosołek z sakiewkami z ciasta pierogowego. Mąż zajadał prawie z takim apetytem, jak ja w Niedźwiedziu ;)

Mocno słodki i kremowy sernik

Mocno słodki i kremowy sernik

Reasumując: polecam z całego serca to miejsce. W niedługim czasie będą tam wina (140 pozycji), najlepsze sery i masa produktów z całego świata, które chcielibyście mieć w swojej kuchni, a zastanawiacie się, gdzie je kupić. Tak, Niedźwiedź będzie nie tylko pyszną restauracją ale i mini delikatesami. Fajnie! Dodatkowo, za umiarkowaną kwotę można naprawdę solidnie zjeść. Ja za swoją dzisiejszą biesiadę zapłaciłam 60 zł – przystawka, zupa, danie główne, deser plus napoje (kompot z jabłek i espresso). Spokojnie najadłabym się połową tego, co zamówiłam (lunch kosztuje tam 25 zł) ale z czystym sumieniem wrócę na równie duży zestaw, bo jest to (póki co) jedno z najsmaczniejszych miejsc na kulinarnej mapie Warszawy!

20140115_123134

wnetrze

:)

:)

miody

miody

pani kelnerka za barem

pani kelnerka za barem

One Comment

  1. Widać że miejsce piękne, lubię taka prostotę, a po zdjęciach dań…no cóż…sama zgłodniałam :)

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress