Z miłości – do gotowania…

Mówi się, że jedzenie łagodzi obyczaje. Kuchnia natomiast powinna jednoczyć pokolenia. To miejsce, w którym można spędzić fantastycznie wspólny czas, dzieląc się pomysłami, obowiązkami i radując się ze wspólnych efektów. Tak też powstała moja „Kuchnia Kuronia”, w której pojawiam się z żoną, w której są przyjaciele, w której jesteście Wy.

Jan Kuroń fot.Magda Braniewska

Odkąd pamiętam, w kuchni mojego Ojca działo się wiele. Był niewątpliwym autorytetem kulinarnym, więc my z bratem najczęściej gotowaliśmy „pod jego dyktando”. Uczył nas podstaw, pokory, smaku. Przybywa li do nas często jego przyjaciele, a było ich tak wielu, że trudno zliczyć. Wtedy również wszyscy zasiadali w kuchni, biesiadowali, gotowali i dodawali swoje „5 groszy” do biesiadnego stołu. Było hucznie i gwarno. Idealnie.

Mój dom, który tworzę z żoną, to również miejsce, w którym gotowanie odgrywa rolę fundamentalną. Często gotujemy razem, dzieląc obowiązki. Aneta się uczy, jak ja kiedyś, jak kroić, co po kolei dodawać i jakie przyprawy łączyć, lub nie! Ja, dla odmiany, z założeniem mojego Ojca, że „kuchnia to nie apteka” – uczę się pokory przy ciastach, których Ona zrobiła w życiu mnogość… albo i więcej (nawet teraz, gdy się stresuje, od razu idzie do kuchni i kręci ciasto… a kiedyś pracowała w kancelariach, stresując się – jak mówi – o wiele bardziej. Strach pomyśleć ;) ). Odliczanie, ważenie, polepszanie receptur. Czasem smutek, że coś nie wyszło… Moja żona to wachlarz emocji i nauki, nie tylko kulinarnej.

kuroń 03 copyCzęsto siadamy i bawimy się w tworzenie dań – jedno z nas podaje składnik główny, drugie wymyśla dodatki, potem rozmawiamy o tym, co jeszcze by pasowało w danej potrawie, a co jednak nie. Takie małe ćwiczenie kreatywności, bo szkoda zamykać się w swoich przyzwyczajeniach. Zaskakujemy się wzajemnie, a to przecież ważne, zwłaszcza pozytywnie! Później idę do kuchni, żeby wypróbować pomysły i uczyć się, w tym także na błędach. Praktyka bowiem, czyni mistrza, a pokora to podstawa do nauki od innych.

Jeździmy wspólnie, ostatnio byliśmy na świniobiciu. Wielu wspaniałych ludzi tam było, kulinarni wielcy, bowiem umysły mieli otwarte, rękę pewną i smak… ach ten smak! Właśnie takie spotkania pozwalają mi się rozwijać, uczyć, spoglądać na innych, świetnych kucharzy. Dzięki ich kreatywności, sam staram się być coraz lepszy. Każdemu z nich dziękuję tu i mam nadzieję, że podziękuję przy nie jednej jeszcze okazji.

 

I wracam do domu, siadam przed komputerem, czytam. Dostaję od Was wiele wiadomości, na każdą staram się odpisywać na bieżąco (czasem zdarza się lekkie opóźnienie, przepraszam). I z każdym dniem, każdą osobą w kuchni Kuronia, czuję się szczęśliwszy. Nie mam bowiem patentu na bycie dobrym szefem kuchni, fantastycznym kucharzem. Mogę za to być kimś, z kim byście chcieli gotować i od kogo czasem warto coś podpatrzeć. Jeżeli tak będzie, to znaczy, że idę w dobrym kierunku.

Z miłości – do gotowania… prosty przekaz. Przewrotny przez pojawienie się lub usunięcie myślnika. Warto kochać to, co się robi. Warto dzielić się swoją pasją z innymi. I finalnie, warto też mieć obok kogoś, kto tę pasję będzie doceniał. W moim życiu wszystko się zapętliło – najpierw od gotowania do miłości, a teraz z miłości – do gotowania. Gotuję sam, z żoną, z Przyjaciółmi,  z Wami. Takiego szczęścia, które dzielę, dzięki temu połączeniu, każdemu z Was życzę :)

4 Comments

  1. Jaśku, o to mi też chodzi:) dziekuję że jesteś:)) Pozdrawiam Was z mroźnej Białęj Podlaskiej:)

  2. FAJNIE,ze jesteście,podobają mi się i przepisy i sposób prowadzenia np,gotowania w TV.tAK TRZYMAĆ…

  3. Jasiek,trzymałam kciuki udało się!super

  4. Janku, jak to dob rze, że jesteś:) A wlaściwie, że jesteście. Nigdy nie zapom nę Twojego ojca, dającego takie rady, że gotowanie stawalo sie prostsze:) i bardziej wyrafinowane. Masz idealne predyspozycje do tworzenia kulinarnej sztuki:) Talent rodzinny chyba:))

Dodaj komentarz

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress